Pierwszy trip Ogórkiem

[Archiwum] Wymarzona podróż Projektu stała się faktem!

 Zaczęło się!

 

Podróż do Danii była dla Projektu Cucumber czymś więcej niż tylko zwykłą podróżą. Nasze marzenia zaczęły nabierać realnych kształtów, pierwsza podróż naszym ukochanym busem miała stać się faktem. Byliśmy pewni że Ogórek da radę, dlatego śmiało wyruszyliśmy w podróż, tę pierwszą, dziewiczą. Planując podróż do Kopenhagi rozważaliśmy przeprawę promem, jednakże ze względu na koszta a także zwykłą frajdę z bycia ,,w tripie” zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Wyprawę rozpoczęliśmy o 22:00, obierając kurs na Berlin, lecz omijając płatne autostrady. Muzyka na full, gaz w podłogę - status: on trip!  

Wybuchnie czy nie wybuchnie?  

Pierwsze godziny podróży przebiegły bardzo spokojnie, jednakże do czasu. Gdy kierowca Kamil zechciał odpocząć i za kółkiem usiadł nasz kochany, aczkolwiek pechowy Andrzejek nic nie zwiastowało nerwów jakie miały się zaraz rozpocząć :). Po 10 minutach jazdy, na jednym z ostrzejszych zakrętów usłyszeliśmy uderzenie (z wnętrza samochodu),a po nim syczenie, przypominające ulatniający się gaz. Nasze miny nie przypominały tych z wesołego miasteczka, a gdy w samochodzie zaczęła tworzyć się mgła wpadliśmy w panikę. Przed oczami wyobraźni wykreował się nam wybuch rodem z filmów z Bruce'm Willisem. Biorąc pod uwagę fakt, że nasz Ogórek był ,,w gazie”, zdecydowanie nie było nam do śmiechu. W pośpiechu zatrzymaliśmy się na poboczu i zaczęliśmy uciekać w pole (nawet butów nie założyłem, telefon w dłoń i długa!). Chwilę tak staliśmy bijąc się z myślami: ,,wybuchnie czy nie wybuchnie?” – i wtedy przyszło olśnienie. To nie butla z gazem, a zwykła gaśnica wystrzeliła nam w samochodzie. Komentarz jest zbędny.    

Niemiecka Autostrada i Duńskie mosty  

Po dłuższym postoju na czyszczenie busika z pyłu gaśniczego, kontynuowaliśmy jazdę. Gdy wjechaliśmy na niemiecką autostradę, nasza podróż znacząco przyspieszyła. Po paru godzinach znaleźliśmy się już na niemiecko-duńskiej granicy. Tam zatankowaliśmy Ogórka na full, gdyż ceny paliw w Danii są zdecydowanie mało studenckie (przydatny link do aktualnych cen paliw w Europie:http://www.e-petrol.pl/notowania/rynki-zagraniczne/stacje-paliw-europa ). Drogi w Danii miło nas zaskoczyły, jednakże największe wrażenie wywarły na nas tamtejsze mosty. Aby dostać się do stolicy Danii, musieliśmy przejechać się najdłuższym mostem wiszącym w Europie, i trzecim co do długości na Świecie. Mowa o moście nad Wielkim Bełtem, którego długość przeprawy wynosi ok. 17 km, a koszt podróży w jedną stronę wynosi 33 Euro dla samochodów osobowych. Więcej informacji można znaleźć pod tym adresem: http://www.storebaelt.dk/english/toll-charges  Roskilde festiwal  Na przedmieścia Kopenhagi dotarliśmy koszmarnie zmęczeni, ale radość z udanej podróży dawała nam siły do kontemplowania uroków Danii. Szczęście chciało, że trafiliśmy na zakończenie słynnego festiwalu w Roskilde (30km od naszego celu). Na tym niezwykle popularnym festiwalu co roku bawią się tysiące młodych ludzi, a na edycji z 2012 roku zagrało wielu cenionych artystów m.in: Bjork, Paul Kalkbrenner, Behemoth, Suicide Silence czy Bon Iver. Impreza trwała do białego rana, lecz największym szokiem i obrazem który pozostanie nam w pamięci będzie to co ostało się po festiwalu. Myślę że to co zastaliśmy w Roskilde, gdzie jeszcze dzień wcześniej miały miejsce campingi i pola namiotowe najlepiej oddaje określenie ,,bogate wysypisko śmieci”. Setki ludzi zbierało wartościowe rzeczy pozostawione na polu, które przypominało Grunwald z 1410 roku. Namioty, śpiwory, boomboxy – wszystko to po prostu zostawione. Pytaliśmy ochroniarzy pilnujących terenu o co w tym wszystkim chodzi, po czym zostaliśmy poinformowani że jutro przyjeżdżają koparki i buldożery, które wyczyszczą cały teren, a ogromna góra festiwalowych odpadów zostanie wywieziona na wysypisko. Tak jest co roku, a jego słowa: ,,co znajdziecie to wasze” sprawiły że i my spróbowaliśmy szczęścia. Dość powiedzieć że przywieźliśmy z Roskilde m. in. Boombox'a, trzy namioty czy kostiumy pingwina i robina :).  

Relację z festiwalu możecie znaleźć pod tym adresem:  http://pitchfork.com/features/articles/8889-roskilde-2012/  https://www.flickr.com/photos/danishrefugeecouncil/sets/72157632118889723/detail/   Kopenhago witaj!  Następnego dnia udaliśmy się do Kopenhagi. Następne 2 dni spędziliśmy na przedmieściach tego niedużego, acz pięknego miasta, u rodziny Andrzeja. Kopenhaga ma sporo do zaoferowania turystom - pałace, kościoły czy bulwary, miejsca pełne zieleni i otaczająca woda kreują fantastyczny klimat. Kopenhaga słynie z rowerów, dlatego postanowiliśmy i my skorzystać z tej metody przemieszczania się. Przy wypożyczaniu wystarczy uiścić kaucję w wysokości około 12zł, którą odbiera się przy zwrocie, a rower można oddać w dowolnym punkcie.  Zwiedzanie stolicy Danii rozpoczęliśmy od słynnych ogrodów Tivoli. Po przekroczeniu bramy głównej naszym oczom ukazały się liczne karuzele i kolejki, a także diabelski młyn oraz  największy w Danii rollercoaster. Troszkę podenerwowaliśmy lokalnych mimów na centralnym placu, którzy wraz z innymi artystami prezentują tam swoje umiejętności.  

Serce miasta                                                                                                                                          

Po krótkim odpoczynku i oddaniu rowerów, udaliśmy się na spacer do Stroget - głównej części handlowej w stolicy Danii. Obejmuje ona pięć ulic przecinających centrum miasta, rozciągniętych między dwoma dużymi placami. Znaleźć tu można przede wszystkim eleganckie sklepy z luksusowymi towarami. Najbardziej zaciekawił nas sklep z ogromnym wyborem żelek, a także oficjalny punkt LEGO, z pięknym busikiem T1 wykonanym z klocków. Kierując się w stronę Placu Ratuszowego minęliśmy piękną Fontannę Bocianów z końca XIX, a także jeden z najstarszych kościołów w Kopenhadze - kościół Ducha Świętego. Po pewnym czasie docieramy do pięknego 100-letniego ratusza nad którego wejściem umieszczono pozłacaną rzeźbę przedstawiającą założyciela miasta, biskupa Absalona.  Najbardziej charakterystycznym elementem budynku jest wieża widokowa. Szczyt budowli wieńczy Zegar Świata Jensa Olsena, składający się z 18 tarcz – pokazuje on kalendarz juliański i gregoriański, konstelacje gwiezdne, daty zaćmień Księżyca i Słońca.  

„Wolne miasto”                                                                                                                                      

W pobliżu dworca ponownie wypożyczyliśmy rower i przejechaliśmy przez most na wyspę Amager, na której znajduje się dzielnica Christianshavn. Wybudowana w XVI w. na polecenie króla była autonomicznym miastem zamieszkanym przez marynarzy i robotników ze stoczni. Dziś mieszczą się tam głównie apartamenty i biura, jednakże dzielnica zachowała swój niepowtarzalny, historyczny klimat. Największe wrażenie sprawia część na wschód od kościoła Najświętszego Zbawiciela, gdzie rozciąga się słynna Christiania. W otoczonej wysokim murem dzielnicy nazywanej „wolnym miastem” mieszka ok. tysiąca ludzi ,,żyjących dniem”, głównie hippisów. Dzielnica wywarła na nas ogromne wrażenie, takich miejsc nie widzi się na co dzień. W „mieście" normalnie działają sklepy i kawiarnie, lecz większość mieszkańców śpi w starych fabrykach czy domach na palach. Życie koncentruje się tam wokół sceny, na której co wieczór gra inna kapela, natomiast na straganach przy głównej ulicy można kupić różne, niekoniecznie legalne substancje.  

Port i mała syrenka                                                                                                                        

Następnego dnia zwiedzanie zaczęliśmy od urokliwej dzielnicy Nyhavn. Stare żaglowce i kolorowe kamienice przy bulwarze zachwycą każdego. Spacerując chwilę dotarliśmy do wzniosłego pałacu królewskiego, przy placu Amalienborg. Kolejnym punktem naszej wycieczki była piękna Przystań Królewska czarująca zdobionymi lampami i pięknymi budynkami, lecz nasze największe zainteresowanie wzbudziła zielona replika rzeźby David Michała Anioła. Przy wejściu do portu króluje Mała Syrenka, symbol Kopenhagi. Kopenhaska Syrenka jest ponoć siostrą warszawskiej, jednakże trzeba przyznać, że pół-kobieta, pół-ryba znad Wisły jest znacznie bardziej okazała. Spacer kontynuowaliśmy wzdłuż położonej na wysepce cytadeli Kastellet, fortecy wzniesionej przez Christiana IV. Po drodze zatrzymaliśmy się przy niezwykle efektownej fontannie Gefion, nawiązującej do bogatej mitologii nordyckiej. Jest to największy tego typu obiekt w Kopenhadze i mówi się że jest dla Duńczyków tym, czym fontanna di Trevi dla Włochów.  Wracamy #Hamburg #Nevada  I chociaż moglibyśmy ,,żyć w tripie” cały czas, obowiązki i środki pieniężne (a raczej ich niedostatek) zmusiły nas do powrotu. Po zaopatrzeniu się w regionalne specjalności i zapakowaniu całego busa ruszyliśmy w drogę powrotną. Niezwykle smutno było nam opuszczać Danię, jesteśmy pewni że wrócimy tam za jakiś czas (może Skandynawia Trip?).  Po paru godzinach wyczerpującej trasy, postanowiliśmy zregenerować siły w Hamburgu. Nie mięliśmy siły zwiedzać, zasnęliśmy niezwykle szybko (Hamburg zza szyby też wydawał się być bardzo przyjemny). Kolejnym ważnym punktem na naszej trasie był sławny wśród kierowców TIR'ów zajazd Nevada Center. Polecamy bardzo to miejsce, można dobrze zjeść i porozmawiać w ojczystym języku z pięknymi kobietami czego stanowczo brakowało w podróży przez Niemcy. Po kolejnych 5 godzinach podróży byliśmy już cali i zdrowi w Warszawie.  Home, sweet home  Jedno z naszych podróżniczych marzeń na pewno się spełniło. Byliśmy w tripie naszym pierwszym samochodem, starym kolorowym busem. Spędziliśmy świetny czas, odkryliśmy wiele ciekawych miejsc i poznaliśmy mnóstwo fantastycznych ludzi. Ogórek dał radę i jeszcze bardziej uwierzyliśmy w potęgę konstruktorów spod szyldu Volkswagena,a także w magię przyciągania jaką posiadają te busiki. Podczas pierwszej podróży Projektu Cucumber zrobiliśmy 2896km, a to dopiero początek...

 

Leave a comment
Comments
  • No comments found